sobota, 8 grudnia 2012

Zostać Zawodowcem, Egzamin C+E

Witam wszystkich,
Od ponad 2-óch miesięcy na blogu absolutna cisza, ale było to spowodowane tym że oprócz pracy, miałem sporo innych zajęć do tego doszedł kurs na kat. C+E, ale dobra wiadomość jest taka że 5 grudnia zdałem egzamin C+E za pierwszym razem.
Kurs CE zajął mi dużo więcej czasu niż myślałem bo zaczynając pod koniec września, a dokładnie 28 maiłem pierwszą jazdę, planowałem skończyć kurs przed końcem października, niestety okazało się że jest za dużo chętnych i nie da rady jeździć więcej jak 2-3 godz. tygodniowo, więc skończyłem 23 listopada, udało mi się zapisać na pierwszy grudniowy termin egzaminu, dla nie wtajemniczonych w ośrodku w którym robię prawko, podstawiają samochód na egzamin, ponieważ Krakowski MORD nie posiada zestawu ciągnik + naczepa tylko tandem z przyczepą, więc ośrodki które uczą na naczepach podstawiają swoje auta na egzamin, w przypadku mojego ośrodka auto jest podstawione na egzamin 2 razy w miesiącu od 6 do 18.

Przebieg egzaminu wyglądał następująco:
Data i Godzina 05.12.2012, 16:00
16;00 Słyszę w poczekalni z głośnika "Pan Paweł Kuliś proszony na egzamin praktyczny" chwilę potem z pokoju wychodzi straszy pan egzaminator, ja mu daję dowód, on mi kluczyki do mojego Stralisa, i udajemy się na plac, wsiadamy do samochodu, losowanie zadań na palcu, trafiło mi się Parkowanie Prostopadłe Przodem, i Ruszanie Na Wzniesieniu.

16;05 Zaczynam sprzęganie, egzaminator nawet nie patrzył bo poszedł ustawiać pachołki do "Łuku", ale raz dwa spiąłem ciągnik z naczepą, sprawdzam światła, i okazało się że w naczepie ani jedno światło nie działa, więc pierwsza myśl, pewnie kable słabo wciśnięte albo źle wtyczki podpięte, ale sprawdzam, jest ok, ale świateł nadal nie ma, ja nie wiem co jest grane, egzaminator tym bardziej.

16.20 Nadal bez świateł w naczepie podjeżdżam na miejsce skąd będę wykonywał "Łuk", dale sprawdzamy co jest grane, przyszło jeszcze 2-och innych egzaminatorów i niestety nic nie poradzili, w końcu egzaminator mówi do mnie "Dzwoń pan do ośrodka, jak przyjadą i naprawią auto to jedziemy, a jak nie to masz pan po egzaminie"

16;50  Po kilku telefonach do instruktora, i kolejnych straconych minutach, dostałem info że mój drugi instruktor będzie za 30 minut, więc Stralis stoi na środku placu, a ja w środku czekam aż ktos przyjedzie i usunie awarię.

17;30 Dotarł instruktor, zabieramy się za naprawę, jak się okazało przyczyną baraku świateł była wtyczka.

17;45 Światła w naczepie są, można jechać, tylko jeden problem, egzaminatorowi, wyskoczył następny egzamin na kat. C, ale zanim wrócił to moim Stralisem pojechał inny egzaminator z innym kandydatem,  i musiałem czekać i czekać i czkekać.

19;45 Wychodzę wraz w egzaminatorem na plac, ustawiamy pachołki i czekamy aż auto wróci z miasta.

20;25 Startuję z "Łukiem" zawadziłem delikatnie lusterkiem o tyczkę, ale, egzaminator to olał, i zaliczył mi to zadanie, następne to wjazd do garażu przodem, elegancko wjechałem, i wyjechałem bez problemu, potem ruszanie pod górkę i na miasto.

20;35 Wyjazd na miasto, konkretnie na Nową Hutę (zdający z KRK, wiedzą o co chodzi).

21;20 Przyjazd do MORD-u, papierek z wynikiem już był wypełniony przed wjazdem do ośrodka, gaszę auto, wysiadamy, egzaminator wręcza mi papier "no! masz zaliczone" wynik POZYTYWNY :)

Szczerze przyznam że nie spodziewałem się takiego wyniku, z założenia zawsze obieram te gorsze warianty, ale gdzieś tam w myślach przewijała się myśl o zdaniu za pierwszym.
Muszę z tego miejsca podziękować koledze Maćkowi który, już długo przed egzaminem oblewał mój sukces, no i mojej ulubionej kuzynce Agnieszce która, również nie brała pod uwagę innej opcji jak pozytywny wynik za pierwszym razem.


Tak więc kolejny krok w stronę zostania zawodowcem, jeszcze tylko KW na którą zbieram kasę, ale chyba pójdę do banku po pożyczkę i od stycznia tak czy owak zaczynam KW, 20 dni i po krzyku, a potem to już z górki, dopóki nie zacznę szukać pracy, bo wtedy znowu zaczną się schody, z góry informuję że nastawiam się transport krajowy, na razie międzynarodówka nie wchodzi w grę, może kiedyś w przyszłości, ale na razie nie. Może i jeździ się na nowym sprzęcie, ale ja tam wolę na starszym i jeździć wśród swoich wszędzie się człowiek dogada bez problemu, i na weekend być w domu.

To by było na razie tyle, może bliżej świąt jeszcze coś napiszę.

POZDRAWIAM  :)