Witam wszystkich,
Od ponad 2-óch miesięcy na blogu absolutna cisza, ale było to spowodowane tym że oprócz pracy, miałem sporo innych zajęć do tego doszedł kurs na kat. C+E, ale dobra wiadomość jest taka że 5 grudnia zdałem egzamin C+E za pierwszym razem.
Kurs CE zajął mi dużo więcej czasu niż myślałem bo zaczynając pod koniec września, a dokładnie 28 maiłem pierwszą jazdę, planowałem skończyć kurs przed końcem października, niestety okazało się że jest za dużo chętnych i nie da rady jeździć więcej jak 2-3 godz. tygodniowo, więc skończyłem 23 listopada, udało mi się zapisać na pierwszy grudniowy termin egzaminu, dla nie wtajemniczonych w ośrodku w którym robię prawko, podstawiają samochód na egzamin, ponieważ Krakowski MORD nie posiada zestawu ciągnik + naczepa tylko tandem z przyczepą, więc ośrodki które uczą na naczepach podstawiają swoje auta na egzamin, w przypadku mojego ośrodka auto jest podstawione na egzamin 2 razy w miesiącu od 6 do 18.
Przebieg egzaminu wyglądał następująco:
Data i Godzina 05.12.2012, 16:00
16;00 Słyszę w poczekalni z głośnika "Pan Paweł Kuliś proszony na egzamin praktyczny" chwilę potem z pokoju wychodzi straszy pan egzaminator, ja mu daję dowód, on mi kluczyki do mojego Stralisa, i udajemy się na plac, wsiadamy do samochodu, losowanie zadań na palcu, trafiło mi się Parkowanie Prostopadłe Przodem, i Ruszanie Na Wzniesieniu.
16;05 Zaczynam sprzęganie, egzaminator nawet nie patrzył bo poszedł ustawiać pachołki do "Łuku", ale raz dwa spiąłem ciągnik z naczepą, sprawdzam światła, i okazało się że w naczepie ani jedno światło nie działa, więc pierwsza myśl, pewnie kable słabo wciśnięte albo źle wtyczki podpięte, ale sprawdzam, jest ok, ale świateł nadal nie ma, ja nie wiem co jest grane, egzaminator tym bardziej.
16.20 Nadal bez świateł w naczepie podjeżdżam na miejsce skąd będę wykonywał "Łuk", dale sprawdzamy co jest grane, przyszło jeszcze 2-och innych egzaminatorów i niestety nic nie poradzili, w końcu egzaminator mówi do mnie "Dzwoń pan do ośrodka, jak przyjadą i naprawią auto to jedziemy, a jak nie to masz pan po egzaminie"
16;50 Po kilku telefonach do instruktora, i kolejnych straconych minutach, dostałem info że mój drugi instruktor będzie za 30 minut, więc Stralis stoi na środku placu, a ja w środku czekam aż ktos przyjedzie i usunie awarię.
17;30 Dotarł instruktor, zabieramy się za naprawę, jak się okazało przyczyną baraku świateł była wtyczka.
17;45 Światła w naczepie są, można jechać, tylko jeden problem, egzaminatorowi, wyskoczył następny egzamin na kat. C, ale zanim wrócił to moim Stralisem pojechał inny egzaminator z innym kandydatem, i musiałem czekać i czekać i czkekać.
19;45 Wychodzę wraz w egzaminatorem na plac, ustawiamy pachołki i czekamy aż auto wróci z miasta.
20;25 Startuję z "Łukiem" zawadziłem delikatnie lusterkiem o tyczkę, ale, egzaminator to olał, i zaliczył mi to zadanie, następne to wjazd do garażu przodem, elegancko wjechałem, i wyjechałem bez problemu, potem ruszanie pod górkę i na miasto.
20;35 Wyjazd na miasto, konkretnie na Nową Hutę (zdający z KRK, wiedzą o co chodzi).
21;20 Przyjazd do MORD-u, papierek z wynikiem już był wypełniony przed wjazdem do ośrodka, gaszę auto, wysiadamy, egzaminator wręcza mi papier "no! masz zaliczone" wynik POZYTYWNY :)
Szczerze przyznam że nie spodziewałem się takiego wyniku, z założenia zawsze obieram te gorsze warianty, ale gdzieś tam w myślach przewijała się myśl o zdaniu za pierwszym.
Muszę z tego miejsca podziękować koledze Maćkowi który, już długo przed egzaminem oblewał mój sukces, no i mojej ulubionej kuzynce Agnieszce która, również nie brała pod uwagę innej opcji jak pozytywny wynik za pierwszym razem.
Tak więc kolejny krok w stronę zostania zawodowcem, jeszcze tylko KW na którą zbieram kasę, ale chyba pójdę do banku po pożyczkę i od stycznia tak czy owak zaczynam KW, 20 dni i po krzyku, a potem to już z górki, dopóki nie zacznę szukać pracy, bo wtedy znowu zaczną się schody, z góry informuję że nastawiam się transport krajowy, na razie międzynarodówka nie wchodzi w grę, może kiedyś w przyszłości, ale na razie nie. Może i jeździ się na nowym sprzęcie, ale ja tam wolę na starszym i jeździć wśród swoich wszędzie się człowiek dogada bez problemu, i na weekend być w domu.
To by było na razie tyle, może bliżej świąt jeszcze coś napiszę.
POZDRAWIAM :)
sobota, 8 grudnia 2012
niedziela, 16 września 2012
Czwartek 13-ego, Najdłuzszy i Najlepszy Dzień Mojej Kariery
Ubiegły czwartek 13.września.2012r. był moim najdłuższym dniem w pracy, mimo tego że jestem kierowcą mam stały czas pracy 8h, normalnie o tym gdzie pojadę decyduje szef, i tak ustala trasę aby samochód był przed godz. 16 na bazie, no ale raz na jakiś czas zdarzy się że zjeżdżam trochę później, przeważnie jest to 15-30 minut, niby nic, ale po 16;00 zaraz telefon się urywa, gdzie jesteś, za ile będziesz itp.
A wracając do czwartku,
Dzień zapowiadał się tak jak każdy inny dzień w którym jadę w dalszą trasę, z rana przed 9;00 rozwiozłem "drobince" szybko poszło bo tylko 2 punkty w Nowej Hucie (moja ulubiona dzielnica KRK), o 10;00 byłem już na firmie, szybki załadunek towaru do Mysłowic, i zostaje jeszcze czekanie na kuriera z Raben-u, który ma dostarczyć paletę taśmy, którą mam zabrać w okolice Chrzanowa (dokładnie Balin), kurier miał być przed 11;00, a dotarł do nas dopiero o 13;15 (młody kierowca, dało się poznać od razu, że chłopak, od niedawna jeździ, to mu trochę zeszło, bo miał przed nami jeszcze kilka rozładunków ). Szybkie ładowanie, tankowanie, i wyjazd przed 14;00, najpierw obwodnicą do Balic, potem DK 79 żeby za "bramki" nie płacić, przez Krzeszowice, Trzebinię, w kier. Katowic, 14;50 dotarłem na rozładunek w Balinie (ok. Chrzanowa), do rozładowania paleta ok. 100 kartonów załadowanych luzem na aucie, w dodatku dostawa do prywatnego domu, mimo niedużych gabarytów auta, i tak było za ciasno, cofam tyłem między dom, a jakieś krzaki, prawa strona na milimetry przy ścianie domu żeby można lewe drzwi otworzyć, a i tak gałęzie zostawiły kilka niewielkich śladów na lewym boku, no ale w końcu wysiadam, w dodatku cały dzień padało, po kwadransie byłem już rozładowany i mogłem ruszać dalej DK 79 w kierunku Jaworzna i potem wjazd na S1 w kierunku Mysłowic, zjazd Mysłowice - Brzezinka centralnie pod Panattoni Park Mysłowice. Dotarłem do celu ok. 15;45, zaniosłem WZ-ki do biura, na szczęście pod rampą było pusto więc o 15;55 już podjeżdżałem na rozładunek, szybko poszło i 16;10 w końcu ruszam do domu. Najpierw drogą S1 do Jaworzna, potem DK 79 przez Chrzanów, Trzebinie, do Balic, wypad na obwodnice A4 do Szarowa, następnie DK 75 pod sławnego w okolicy "Janosika" i znowu DK 79 prosto do domu, nie musiałem odstawiać auta na bazę, bo szef przed wyjazdem kazał mi na powrocie jechać prosto do domu., bo mu się nie chciało na mnie czekać.
W domu byłem o 19;15, szybki prysznic, kolacja, jakieś piwko, a w piątek rano na bazę,
piątek minął spokojnie, połowa dniówki wolna, to umyłem, wysprzątałem samochód, żeby w poniedziałek, po weekendzie można było przyjemnie wsiąść do czystego auta.
Podsumowując to mój najdłuższy i najlepszy dzień w mojej karierze, cały dzień padał drobny deszcz, a ja osobiście lubię jeździć w deszczu, oraz po zmroku, a najbardziej kiedy w trakcie jazdy zmienia się pora dnia, tak jak to miało miejsce kiedy wracałem, wyjeżdżając z Mysłowic był dzień, i im bliżej domu tym ciemniej.
A wracając do czwartku,
Dzień zapowiadał się tak jak każdy inny dzień w którym jadę w dalszą trasę, z rana przed 9;00 rozwiozłem "drobince" szybko poszło bo tylko 2 punkty w Nowej Hucie (moja ulubiona dzielnica KRK), o 10;00 byłem już na firmie, szybki załadunek towaru do Mysłowic, i zostaje jeszcze czekanie na kuriera z Raben-u, który ma dostarczyć paletę taśmy, którą mam zabrać w okolice Chrzanowa (dokładnie Balin), kurier miał być przed 11;00, a dotarł do nas dopiero o 13;15 (młody kierowca, dało się poznać od razu, że chłopak, od niedawna jeździ, to mu trochę zeszło, bo miał przed nami jeszcze kilka rozładunków ). Szybkie ładowanie, tankowanie, i wyjazd przed 14;00, najpierw obwodnicą do Balic, potem DK 79 żeby za "bramki" nie płacić, przez Krzeszowice, Trzebinię, w kier. Katowic, 14;50 dotarłem na rozładunek w Balinie (ok. Chrzanowa), do rozładowania paleta ok. 100 kartonów załadowanych luzem na aucie, w dodatku dostawa do prywatnego domu, mimo niedużych gabarytów auta, i tak było za ciasno, cofam tyłem między dom, a jakieś krzaki, prawa strona na milimetry przy ścianie domu żeby można lewe drzwi otworzyć, a i tak gałęzie zostawiły kilka niewielkich śladów na lewym boku, no ale w końcu wysiadam, w dodatku cały dzień padało, po kwadransie byłem już rozładowany i mogłem ruszać dalej DK 79 w kierunku Jaworzna i potem wjazd na S1 w kierunku Mysłowic, zjazd Mysłowice - Brzezinka centralnie pod Panattoni Park Mysłowice. Dotarłem do celu ok. 15;45, zaniosłem WZ-ki do biura, na szczęście pod rampą było pusto więc o 15;55 już podjeżdżałem na rozładunek, szybko poszło i 16;10 w końcu ruszam do domu. Najpierw drogą S1 do Jaworzna, potem DK 79 przez Chrzanów, Trzebinie, do Balic, wypad na obwodnice A4 do Szarowa, następnie DK 75 pod sławnego w okolicy "Janosika" i znowu DK 79 prosto do domu, nie musiałem odstawiać auta na bazę, bo szef przed wyjazdem kazał mi na powrocie jechać prosto do domu., bo mu się nie chciało na mnie czekać.
W domu byłem o 19;15, szybki prysznic, kolacja, jakieś piwko, a w piątek rano na bazę,
piątek minął spokojnie, połowa dniówki wolna, to umyłem, wysprzątałem samochód, żeby w poniedziałek, po weekendzie można było przyjemnie wsiąść do czystego auta.
Podsumowując to mój najdłuższy i najlepszy dzień w mojej karierze, cały dzień padał drobny deszcz, a ja osobiście lubię jeździć w deszczu, oraz po zmroku, a najbardziej kiedy w trakcie jazdy zmienia się pora dnia, tak jak to miało miejsce kiedy wracałem, wyjeżdżając z Mysłowic był dzień, i im bliżej domu tym ciemniej.
sobota, 15 września 2012
Kat. C+E, małe opóźnienie.
Na początku września miałem zaczynać kurs na Kat. C+E, ale niestety, w poniedziałek 3 września kiedy miałem zaczynać pechowo trafiło się tyle pracy że zjechałem na bazę dopiero o 17 (no ale w transporcie tak bywa, myślę nic się nie stało, pierwszy wykład mogę odpuścić nic ciekawego nie ma), a miałem skończyć pracę wcześniej ok. 14;00. Na domiar złego, dowiedziałem się od szefa że kolega który miał mnie zastępować, poczuł się słabo, i został zabrany do szpitala, nie ma go w pracy już 2 tygodnie ma wrócić prawdopodobnie w poniedziałek 17-ego, a ja jestem wstępnie zapisany na poniedziałek na Kat. C+E.
Nie mogę mieć do nikogo pretensji, choroba nie wybiera, akurat tak się złożyło, zależy mi na czasie, chcę po nowym roku, przesiąść się na "dużego", a tu 2 tyg. w plecy, no ale cóż, trzeba jakoś przeboleć.
Nie mogę mieć do nikogo pretensji, choroba nie wybiera, akurat tak się złożyło, zależy mi na czasie, chcę po nowym roku, przesiąść się na "dużego", a tu 2 tyg. w plecy, no ale cóż, trzeba jakoś przeboleć.
sobota, 1 września 2012
Zostać Zawodowcem, czlyli szkoleń część kolejna, Kat. C+E
Witam.
Na moim blogu ostatnio trochę cicho, ale niedawno wystartowałem z blogiem a wiadomo jak to zawsze jest na początku, a tym bardziej że na razie nie za bardzo jest o czym pisać.
Dziś mija 36 dni, od kiedy zdałem Kat. C, ale nie miałem czasu na rozpoczęcie kat. C+E, ponieważ, okres wakacji, to również w mojej obecnej firmie sezon urlopowy, a ja jestem tam jedynym kierowcą, więc sami rozumiecie że nie miał by mnie kto zastąpić.
No ale po długim oczekiwaniu w końcu wakacje minęły, firma w komplecie, także będę mógł kończyć zmianę wcześniej i uczęszczać na wykłady z teorii przez najbliższy tydzień, a w piątek pierwsza jazda zestawem z naczepą :)
Na moim blogu ostatnio trochę cicho, ale niedawno wystartowałem z blogiem a wiadomo jak to zawsze jest na początku, a tym bardziej że na razie nie za bardzo jest o czym pisać.
Dziś mija 36 dni, od kiedy zdałem Kat. C, ale nie miałem czasu na rozpoczęcie kat. C+E, ponieważ, okres wakacji, to również w mojej obecnej firmie sezon urlopowy, a ja jestem tam jedynym kierowcą, więc sami rozumiecie że nie miał by mnie kto zastąpić.
No ale po długim oczekiwaniu w końcu wakacje minęły, firma w komplecie, także będę mógł kończyć zmianę wcześniej i uczęszczać na wykłady z teorii przez najbliższy tydzień, a w piątek pierwsza jazda zestawem z naczepą :)
środa, 8 sierpnia 2012
Dlaczego Kierowca, czyli jak to się zaczęło.
Miałem wam przedstawić moją historię, ale będzie to kawałek historii z życia mojego taty, a wraz z tym moja przygoda z transportem.
Hmm.. Ciężarówki, dokąd sięgam pamięcią one już tam były. Moja przygoda z transportem zaczęła się gdy miałem jakieś 5 lat, kiedy to mój tata zawodowy kierowca już wtedy z ponad 10 letnim stażem, przyjeżdżał do domu STAR-em 200 albo 1142 (jeździł na zmianę albo jednym albo drugim), pamiętam jeździliśmy razem do oddalonej o kilkanaście kilometrów żwirowni po piasek na budowę garażu. W latach 1997-98 kiedy już chodziłem do szkoły jeździłem z tatą tylko w wakacje, ale za to w dalsze trasy, lecz niestety nie ciężarówką, a dostawczym Mercedesem 308, w 1999 tata zrobił prawo jazdy na naczepę C+E, i przesiadł się na ciągnik siodłowy Mercedes SK 1735 z naczepą marki Zasław Placenza, nie zapomnę nigdy tego zestawu, nawet gdyby ktoś dał mi dziś do wyboru nowego Actrosa a "starego" SK, bez wahania wybrałbym SK. Wracając do tematu, wtedy w '99 prawie wcale, ponieważ tata czasami wyjeżdżał w jakąś trasę poza miasto, a głownie to jeździł po terenie zakładu, a nie pełnoletnim na teren zakładu nie wolno było wchodzić wiec sami rozumiecie. Sytuacja uległa zmianie w 2001 roku, kiedy taka i jego 9 kolegów założyli własną firmę transportową, wykupując tabor z w/w zakładu, wtedy jeździli na spedycji krajowej, ale ja wtedy przez 2 lata wcale nie jeździłem, sam nie wiem dlaczego. Dopiero w wakacje 2003 postanowiłem że pojadę w trasę, akurat tata miał jeździć przez cały tydzień razem z kolegą na 2 auta na kółkach Zalesie k/Olkusza - Lubliniec, pojechałem, spodobało mi się, pierwszy raz byłem cały tydzień w trasie, żyłem jak prawdziwy traker, i to właśnie wtedy gdzieś w podświadomości kształtowała się moja przyszła kariera kierowcy. Po tygodniowej trasie na kółkach przyszedł czas na trasę z prawdziwego zdarzenia Brzesko - Kraków - Sierpc - Świecie - Gdańsk - Kraków, po tych wojażach jeździłem sporadycznie ponieważ tata jeździł w podwójnej obsadzie, więc sami rozumiecie 3 osoby w Mercedesie SK "Power Liner", na dłuższą metę męcząca sprawa, ale mimo to miło wspominam tamte czasy, i tu Pozdrowienia dla p. Marka zmiennika. Następne wakacje 2004 było to samo, ''stary" Mercedes, podwójna obsada, i Ja, częściej w trasie, dopiero w wakacje 2005 roku, tata zaczął jeździć w pojedynczej obsadzie, więc wtedy calutkie wakacje, od poniedziałku do piątku w trasie, w sobotę mycie i sprzątanie trucka w domu, tylko kawałek niedzieli wolny, bo wieczorem w trasę. W 2006 roku nadeszły zmiany, w firmie taty został zakupiony Mercedes Actros MP I L Spojlery, Osłony Między osiowe, wszystko w jednym pięknym błękitnym kolorze, po prostu cudo, niestety wraz z końcem wakacji dobiegła również końca kariera mojego taty w tej firmie, postanowił zrezygnować z udziałów, ponieważ firma powoli zaczynała się rozpadać, część wspólników wzięła swoje samochody, i założyła własne firmy, natomiast tata, został kierowcą u znajomego, wrócił na stare śmieci i jeździł po terenie zakładu o którym pisałem wcześniej, więc ja też już nie jeździłem.
Dopiero w 2009 roku zrobiłem prawko B, i zaraz po skończeniu szkoły, wiedziałem co chcę robić w życiu, zacząłem szukać pracy jako kierowca na jakieś autko do 3,5 tony, niestety nie było to takie łatwe, ponieważ zajęło mi to 15 miesięcy, ale znalazłem pracę z której jestem zadowolony, dobre zarobki, prawie nowe auto, stały czas pracy 8 h, jazda praktycznie cały czas po mieście, do tych samych punktów, raz w miesiącu trafia się trasa, na Śląsk, w okolice Olkusza, i w okolice Tarnowa, jedynym minusem jest auto, jeżdżę Fiatem Scudo mniejszy dostawczak a nie ukrywam tego że wolałbym jeździć Mercedesem Sprinterem jako że jestem "wychowany" na Mercedesach, to od zawsze jestem zakochany w tej marce (głownie chodzi o auta dostawcze i ciężarowe), ale niestety samochodu w firmie się nie wybiera, jak to mówią "Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma" . W obecnej firmie pracuję już prawie 2 lata, i powoli odkładałem kasę, na kwalifikacje na Zawodowego Kierowcę, w lipcu b.r. zdałem kat. C, zostało mi jeszcze C+E KW, no i badania, karta kierowcy, i ponowne poszukiwania nowej pracy.
Niżej wrzucam fotki, Mercedesa na którym zaczynałem swoją przygodę z transportem. Fotek Actrosa, oraz wcześniejszych samochodów niestety nie posiadam.
Fotki trochę mało wyraźne, ponieważ to skan starych zdjęć.
![]() |
| Mercedes SK 1735 '94 "Power Liner" Maszyna na której wraz z tatą pojechałem w pierwszą trasę. |
![]() |
Foto całego zestawu z oddali.
Mercedes Actros L 1840 MP I, następca SK |
Subskrybuj:
Posty (Atom)





